Czy wiem czego potrzebuję?

Pytanie z tytułu to trochę pytanie jak z mądrości Paulo Coelho, ale tylko pozornie. Kilka miesięcy temu zwichnęłam rzepkę – byłam tym na początku trochę zaskoczona, że „o matko, o matko – nie mam tytanowych kości! <szok, niedowierzanie, smutna minka i płaczący kot>”. Zupełnie pomijałam w całej historii tło wydarzeń, które doprowadziły mnie do miesięcznego leżakowania w domu, skupiając się jedynie na planowaniu jak z tego wyjść. Oczywiście jak wychodzić to wiadomo – szybko i sprawnie! Wracając do tła, o którym wspomniałam wcześniej – gdybym je rozpoznała, zauważyła kosmiczną potrzebę regeneracji mojego organizmu – dziś prawdopodobnie wciąż byłabym aktywna fizycznie. Jakie to tło? Otóż – 7 miesięcy przed wypadkiem zaczęłam intensywniej niż kiedykolwiek uprawiać sport, w tygodniu, w którym mi się to już przydarzyło mój standardowy tydzień wyglądał tak:

  • a. Poniedziałek – 2h treningu
  • b. Wtorek – wolne, żeby nie było, że nie ma regeneracji
  • c. Środa – 1h zajęć (uwaga! – aerobox), silnie obciążający kolana
  • d. Czwartek – 1 godzina tańca (bo przecież zaczął się kurs ) + 2h innych hulanek treningowych.
  • e. Piątek – 10 minut ćwiczeń, 40 minut leżenia na sali treningowej z urazem.

Dlaczego o tym piszę?

Po pierwsze, żeby nie było – nie jest łatwo publicznie się przyznać, że było się idiotą myślącym o sobie – nawet podświadomie, jak o człowieku z żelaza. Wiadomo – jestem młoda, aktywna, świat mnie wspiera – no cóż może się wydarzyć

Po drugie, gdyby się temu przyjrzeć bardziej – to gdybym posłuchała bolącego organizmu i uszanowała jego potrzebę regeneracji to pewnie byłoby dziś inaczej. Krzywdę można sobie robić na różne sposoby i podstawowym z nich jest brak kontaktu ze swoimi potrzebami. Nie odkryłam jeszcze jak połączyć potrzeby, które się wykluczają, ale za to wiem – co się dzieje kiedy nie wiesz czego potrzebujesz. I tak:

  • a. Wydaje Ci się, że potrzebujesz wszystkiego
  • b. Koncentrujesz się na potrzebach innych ludzi – nie ma to żadnego związku z byciem dobrym człowiekiem, częściej jest to próba uzyskania akceptacji
  • c. Odczuwasz poczucie winy, gdy zrobisz coś dla siebie odmawiając w tym samym czasie robienia czegoś dla innych
  • d. Nie umiesz przyjąć komplementów, wydaje Ci się, że nie zasługujesz, bo „jeszcze za mało zrobiłeś w życiu”
  • e. Masz wokół ludzi, którzy są dla Ciebie niedostępni emocjonalnie
  • f. Masz poczucie, że nie jesteś ważny.

Nie ma na to jednego ćwiczenia, zmaganie się z tym to orka na ugorze. Podobnie jak nie ma jednego czynnika decydującego o tym, że jesteśmy bez kontaktu z własnym ciałem czy psychiką. Dlatego w sytuacji, kiedy czujesz że chcesz wprowadzić w swoim życiu zmiany, ale nie wiesz jak to zrobić, aby to były autentycznie Twoje zmiany – poszukaj dobrego coacha lub terapeuty, z którym wspólnie nauczysz się w pierwszej kolejności „odklejać to co Twoje od tego co cudze”. Nie ma drogi na skróty, przykro mi. Zalążkiem może być trening uważności – pomagający spojrzeć na siebie nieoceniająco.

Zamiast zatem łajać się, że nie znasz biegle 3 języków w wieku 30 lat, bo rodzice nie wysłali Cię do przedszkola w USA i już na starcie masz przekichane – pomyśl co masz. Jakie są Twoje zasoby? Jak mogę zrobić najlepsze DLA SIEBIE rzeczy z tym co mam DZIŚ.

Na moim przykładzie wygląda to tak:

Kilka dni temu dowiedziałam się, że mam anatomiczne predyspozycje do wypadania rzepek. Cud, że zdarzyło się tak późno. Mogę do tego podejść na dwa sposoby:

  • a. Matko, matko jaki dramat, nie dość że zawsze źle trafiam na lekarzy to jeszcze tak jakoś od dziecka czułam, że Matka mi źle buty dobiera. I proszę, są konsekwencje, będę leżakowała w domu jeszcze miesiącami, nie wiem czy mam pieniądze na tak długą fizjoterapię. Ojej, ojej.
  • b. Ok. CHCĘ wrócić do tańczenia, bo lubię i czuję się o niebo lepiej niż podczas biegania. Potraktuję wypadek jak prezent dla siebie na przyszłość, bo dzięki temu, że to się wydarzyło teraz – mam w ogóle szanse na bycie aktywną również za kilkadziesiąt lat. A teraz sobie odpocznę.

Widzisz różnicę?

Jeśli masz trudność w spojrzeniu na tę samą sytuację z różnych stron – możemy nad tym popracować wspólnie.

Autorką artykułu jest Małgorzata Pielka

Share

Brak możliwości komentowania